Jezioro Rusałka (niem. Elsensee): historia i współczesność
Konzentrationslager Posen | KL Posen (Fort VII w Poznaniu) – w latach 1939-1944 obóz koncentracyjny; miejsce kaźni | pomniki ofiar nazistowskiego terroru nad Rusałką
Zwangsarbeitslager für Juden Steineck (Krzyżowniki) – w latach 1941-1943 obóz pracy przymusowej dla Żydów; wcześniej obóz dla jeńców alianckich | Zwangsarbeitslager für Juden Posen-Golecin
Golęciński Park Ludowy (niem. Golnauer Volkspark) | młyn (niem. Elsenmühle) | działobitnia (niem. Batterie Bogdanka)
cegielnia golęcińska | cegielnia jeżycka Romana Janta-Połczyńskiego | glinianki: Zuzanna i Bycze Jajo | Hipodrom Wola
Plany przekształcenia i zagospodarowania obszarów zieleni publicznej Poznania pojawiały się już na przełomie XIX i XX w., w propozycjach m.in. Josepha Stübbena, odpowiedzialnego za nowy układ urbanistyczny Dzielnicy Cesarskiej oraz kolonii willowej na Sołaczu. W latach 30. XX w. uznany architekt Władysław Czarnecki, wspierany przez znakomitego przyrodnika, prof. Adama Wodziczkę oraz prezydenta miasta, Cyryla Ratajskiego, rozwinął te koncepcje, proponując utworzenie pierścieniowo-klinowego systemu zieleni publicznej. Parki poznańskiego śródmieścia zyskać miały połączenie szlakami komunikacyjnymi z podmiejskimi obszarami leśnymi. Wówczas po raz pierwszy przedstawiono ideę utworzenia Golęcińskiego Parku Ludowego*(1).
W okresie przedwojennym te części doliny Bogdanki i Golęcina zajmowały łąki, przecięte korytem wartkiego strumienia – lewego dopływu Warty. Jego przebieg na tym odcinku skorygowano w XIX w., podczas budowy toru kolejowego. Przed I wojną światową rozpoczęto badania archeologiczne, kontynuowane do połowy lat 20. XX w. Zinwentaryzowano wówczas ponad 40 stanowisk o chronologii od mezolitu po nowożytność.
Wschodnią części obecnego Jeziora Rusałka zajmowały torfowiska i glinianki, powstałe skutkiem działalności mieszczących się opodal cegielni: golęcińskiej oraz jeżyckiej, należącej do Romana Janta-Połczyńskiego. Największe glinianki nosiły nazwy „Zuzanna” i „Bycze Jajo”. Istniała tu także ulica Gliniana, przy której stało kilka budynków mieszkalnych. Na sąsiednim Niestachowie w roku 1936 do użytku oddano pierwszy basen pływalni letniej, z zamiarem rozbudowy obiektu jako elementu większego „parku sportowego”*(2). W środkowej części dzisiejszego jeziora, przy jego południowym brzegu, funkcjonowała działobitnia Bogdanka (niem. Batterie Bogdanka), jedno z dzieł pruskiej Twierdzy Poznań. Na zachód od terenów zajętych później przez sztuczny zbiornik urządzono popularny tor wyścigów konnych – Hipodrom Wola.
Wraz z początkiem niemieckiej okupacji – już w listopadzie 1939 roku! – nazistowscy planiści zainaugurowali prace nad koncepcją budowy sztucznego zbiornika wodnego w zachodniej części Poznania. Ten – jako element Golęcińskiego Parku Ludowego (niem. Golnauer Volkspark) – powstać miał poprzez spiętrzenie strumienia Bogdanka i zalanie jego wodami projektowanej niecki o długości ok. 1500 m i szerokości od 200 do 400 m…
_________
*(1) Por. A. Wodziczko, Dolina Bogdanki w rozbudowie Poznania, Poznań 1932. Dostęp: WBC.
*(2) Por. W. Karolczak, Pływalnia letnia na Niestachowie w latach 1936-1939, [w:] „Kronika Miasta Poznania”, 1999, nr 3, Sołacz, s. 173-183. Dostęp: WBC.
Oprac. Jan M. Kwiatkowski, P. Skrzypalik
Podziękowania zechcą przyjąć p. Adam S. Kaczmarek (IPN, dawniej WUW) i p. Rafał Ratajczak (WK UMP), którzy podzielili się wynikami swoich wieloletnich kwerend archiwalnych oraz efektami działań na rzecz podtrzymania pamięci o ofiarach hitlerowskiego terroru z okresu niemieckiej okupacji Poznania.
PORÓWNAJ:
- Jeziora w aglomeracji poznańskiej – Jezioro Rusałka; www.poznan.pl.
- Jeziora w aglomeracji poznańskiej – Jezioro Maltańskie; www.poznan.pl.
- Wody Poznania – Jezioro Rusałka; www.poznan.pl.
- Wody Poznania – Jezioro Maltańskie; www.poznan.pl.
- Kolekcja: Jezioro Malta | 1917–2001 | zdjęcia ze zb. MKZ; cyryl.poznan.pl.
- Okolice poznańskiego jeziora Rusałka w doświadczeniu mieszkańców i użytkowników. Raport z badań studentek i studentów Wydziału Socjologii UAM; socjologia.amu.edu.pl, 2020 r.
- A. Jelewska, Elsensee-Rusałka. Spektrokartografie środowiska; repozytorium.amu.edu.pl.
- M. Świątkowska, The memory of water, [w:] „Miasteczko Poznań. Pismo społeczno-kulturalne”, 2020, nr 2; dostęp: www.miasteczkopoznan.pl.
- T. Sahaj, Miejsce kaźni i straceń, rekreacji i sportu. Tereny zielone wokół jeziora Rusałka w Poznaniu, [w:] „Turystyka Kulturowa”, nr 10/2015, s. 21-37; cejsh.icm.edu.pl.
- M. K. Dyderski, A. K. Gdula, D. Wrońska-Pilarek, Aktualny stan szaty roślinnej terenów wokół Jeziora Rusałka w Poznaniu w warunkach antropopresji, [w:] „Acta Scientiarum Polonorum. Silvarum Colendarum Ratio et Industria Lignaria”, t. 15, nr 4/2016, s. 229-246; www.forestry.actapol.net.
- J. M. Kwiatkowski, „Każdy dzień był milionem lat”. Pamięć o obozie pracy dla Żydów w Krzyżownikach, [w:] „Kronika Miasta Poznania”, 2012, nr 2, Ławica i Wola, s. 162-175.
- Sz. Pietrzykowski, Kontakty między więźniami obozów pracy dla Żydów w Poznaniu a polską ludnością cywilną, [w:] „Miasteczko Poznań. Pismo społeczno-kulturalne”, 2020, nr 3-4; dostęp: www.miasteczkopoznan.pl.
- Sz. Pietrzykowski, Z Włocławka do Izraela przez piekło poznańskich obozów pracy – okupacyjne losy Zalmana Kłodawskiego; przystanekhistoria.pl z dnia 02.09.2022 r.
- A. Suwart, Rusałka z herbem (z cyklu Okiem Społecznego Opiekuna Zabytków); www.poznan.pl z dnia 23.11.2018 r.
- A. Suwart, Kliny i pierścienie (z cyklu Okiem Społecznego Opiekuna Zabytków); www.poznan.pl z dnia 24.02.2019 r.
- Cz. Knoll, Ochrona pomników walki i męczeństwa w Poznaniu w latach 1945-1985, [w:] „Kronika Miasta Poznania”, 1985, nr 4, s. 53-71. Dostęp: WBC.
- „Kronika Miasta Poznania”, 1999, nr 3, Sołacz.
- „Kronika Miasta Poznania”, 2006, nr 3, Poznańscy Żydzi.
- „Kronika Miasta Poznania”, 2009, nr 1, Poznańscy Żydzi II.
- „Kronika Miasta Poznania”, 2009, nr 2, Okupacja.
- „Kronika Miasta Poznania”, 2009, nr 3, Okupacja II.
- „Kronika Miasta Poznania”, 2012, nr 2, Ławica i Wola.
- Bojarski P., Poznaniacy przeciwko swastyce, Warszawa 2015.
- Cieniuszek H., Zbrodnie hitlerowskie w Polsce, Warszawa 1971.
- Deresiewicz J., Okupacja niemiecka na ziemiach polskich włączonych do Rzeszy (1939-1945), Poznań 1950.
- Encyklopedia konspiracji wielkopolskiej 1939-1945, pod red. M. Woźniaka, Poznań 1998.
- Gomolec L., Kubiak S., Terror hitlerowski w Wielkopolsce 1939-1945, Poznań 1962.
- Jastrząb Ł., Lubierska J., Ofiary terroru i działań wojennych 1939-1945 w Poznaniu, Kórnik 2017.
- Jurkiewicz P., Fort VII. Niemiecki nazistowski obóz w Poznaniu. Przewodnik, Poznań 2015.
- Kamiński A. J., Hitlerowskie obozy koncentracyjne i ośrodki masowej zagłady w polityce imperializmu niemieckiego, Poznań 1964.
- Kobylarz-Buła R., Sznotala K., Wykaz niemieckich obozów jenieckich 1939-1945, Opole 2020.
- Łuczak Cz., Dzień po dniu w okupowanym Poznaniu, Poznań 1989 (tu obszerny wykaz źródeł archiwalnych, drukowanych i opracowań).
- Łuczak Cz., „Kraj Warty” 1939-1945, Poznań 1972.
- Nawrocki S., Hitlerowska okupacja Wielkopolski w okresie zarządu wojskowego wrzesień-październik 1939, Poznań 1966.
- Nawrocki S., Terror policyjny w „Kraju Warty” 1939-1945, Poznań 1973.
- Obozy hitlerowskie na ziemiach polskich 1939-1945. Informator encyklopedyczny, pod red. Cz. Pilichowskiego Warszawa 1979.
- Okupowany Poznań i Wielkopolska w niemieckich fotografiach i dokumentach (1939-1941), Instytut Zachodni w Poznaniu, red. merytoryczna M. Rutowska i M. Tomczak, Poznań 2005.
- Olszewski M., Fort VII w Poznaniu, Poznań 1971.
- Olszewski M., Straty i martyrologia ludności polskiej w Poznaniu 1939-1945, Poznań 1973.
- Olszewski M., Żabikowo, hitlerowski obóz karny w Żabikowie koło Poznania, Poznań 1979.
- Pamiętniki ocalonych. Wspomnienia więźniów hitlerowskich miejsc kaźni w Wielkopolsce, wybór i opracowanie W. Jamroziak i M. Olszewski, Poznań 1983.
- Pleskaczyński A., Wartheland. Dzieje zbrodni, Poznań-Warszawa 2021.
- Przewodnik po upamiętnionych miejscach walk i męczeństwa lata wojny 1939-1945, materiały pod kier. Cz. Czubryt-Borkowskiego oprac. Z. Czarnocki i inni, Warszawa 1988.
- Raporty z ziem wcielonych do III Rzeszy (1942-1944), pod red. Z. Mazura, A. Pietrowicz, M. Rutowskiej, Poznań 2004.
- Rutkowska M., Lager Glowna. Niemiecki obóz przesiedleńczy na Głównej w Poznaniu dla ludności polskiej (1939-1940), Poznań 2008.
- Serwański E., Wielkopolska w cieniu swastyki, Warszawa 1970.
- Serwański E., Z dziejów wielkopolskiej konspiracji 1939-1945, Poznań 1999.
- Świątkowski P., Polakom i psom wstęp wzbroniony. Niemiecka okupacja w Kraju Warty, Poznań 2017.
- W cieniu swastyki. Niemiecka okupacja w Kraju Warty, pod red. O. Bergmana, Poznań 2022.
- Wielkopolskie pomniki i tablice pamięci narodowej dotyczące lat 1939-1956. Historia ich powstania, oprac. R. Pyrzyński, Poznań 2005.
- Zbrodnie Wehrmachtu w Wielkopolsce w okresie zarządu wojskowego (1 września – 25 października 1939), pod red. A. Galińskiego, Kalisz 1986.
- Ziółkowska A., Obozy pracy przymusowej dla Żydów w Wielkopolsce w latach okupacji hitlerowskiej (1941-1943), Poznań 2005.
- Ziółkowska A., Zniewolony Poznań 1939-1945 (folder towarzyszący wystawie czasowej pt. „Miejsca zniewolenia i terroru w okupowanym Poznaniu 1939-1945”), Luboń 2007.
- Z lat okupacji. Wspomnienia Wielkopolan o życiu codziennym 1939-1945, wybór i oprac. W. Jamroziak i K. Młynarz, Poznań 1984.
- Muzeum Martyrologiczne w Żabikowie.
- Muzeum Martyrologii Wielkopolan – Fort VII.
- Martyrologia Żydów w Lasku Golęcińskim; poznan.jewish.org.pl.
- Działobitnia nad Bogdanką (niem. Bogdanka Batterie) – Poznański Szlak Forteczny; www.twierdza.poznan.pl.
- Rusałka. Antologia jeziornych opowieści | Romantyczny nurt; OFF Opera z 19.10.2022 r. via www.youtube.com.
- Fundacja Fonorama | Łapp Poznań: Rusałka, 2025 r.
- Miejsca zapomniane – Pomniki ofiar fortu VII nad Rusałką; fanatyczny.wordpress.com, 2012 r.
- „Jezioro krwi”. Tajemnice jeziora Rusałka; Gmina Żydowska w Poznaniu, 2015 via www.youtube.com.
- Jezioro Rusałka – spacer po Golęcinie w Poznaniu; myvoyage.pl, 2020 r.
- Rusałka; wolnawola.com, 2021 r.
- Poznań – Rusałka skrywa tajemnicę; proszewycieczki.wordpress.com, 2022 r.
- Dokumentacja archeologiczna Jeziora Rusałka – Poznań, 20-21 października 2022 r.; poznan.ipn.gov.pl.
- Miejsca (nie)pamięci; przewodnik-akatolicki.pl, 46/2005.
- Miejskie grzechy zaniechania; przewodnik-katolicki.pl, 6/2009.
- Zapomniane miejsce kaźni; gloswielkopolski.pl z dnia 04.09.2010 r.
- Zapomniane miejsca pamięci nad Rusałką; poznan.wyborcza.pl z dnia 13.10.2010 r.
- Zginęli rozstrzelani nad Rusałką – oddajmy im hołd; poznan.naszemiasto.pl z dnia 31.10.2010 r.
- Macewy nad jeziorem – na cmentarz?; radiopoznan.fm z dnia 14.04.2011 r.
- To nie miejsce pamięci – to estrada z czasów PRL!; poznan.wyborcza.pl z dnia 13.04.2012 r.
- Macewy znalezione w Jeziorze Strzeszyńskim. To płyty z cmentarza przy Głogowskiej?; gloswielkopolski.pl z dnia 22.10.2012 r.
- Macewy przy Strzeszynku to nie sensacja? Może szkoda; poznan.wyborcza.pl z dnia 23.10.2012 r.
- Żydowskie nagrobki w jeziorze; tvn24.pl z dnia 23.10.2012 r.
- Rusałka niepamięci; wtk.pl z dnia 06.05.2015 r.
- Rusałka niepamięci. Tragiczna historia poznańskiego jeziora; epoznan.pl z dnia 08.05.2015 r.
- Żydowskie ślady – przywracanie pamięci… – wystawa fotografii; fb, maj 2015 r.
- Muzeum Historii Żydów Polskich i mroczna strona Rusałki. POLIN pokaże historie z Wielkopolski; wyborcza.pl z dnia 04.05.2015 r.
- O tej tragicznej historii Rusałki wie niewiele osób; wtk.pl z dnia 09.05.2015 r.
- Rusałka: Miejska legenda czy kolejne miejsce pamięci?; i.pl z dnia 24.09.2015 r.
- „Jezioro pełne krwi” – uczniowie Zespołu Szkół Budowlano-Drzewnych odkrywają historię Rusałki!; poznan.pl z dnia 24.02.2016 r.
- Park rozrywki w pobliżu miejsca straceń, czyli spór o upamiętnienie; gloswielkopolski.pl z dnia 19.08.2016 r.
- Rusałka z herbem; poznan.pl z dnia 23.11.2018 r.
- Rusałka incognita; kulturaupodstaw.pl z dnia 30.04.2019 r.
- Plażowanie w miejscu egzekucji więźniów pierwszego podczas niemieckiej okupacji obozu koncentracyjnego; poznan.tvp.pl z dnia 24.06.2019 r.
- W Rusałce zauważono fragmenty nagrobków. Mogą tam być setki macew z cmentarza żydowskiego; epoznan.pl z dnia 04.07.2019 r.
- Fragmenty nagrobków w jeziorze Rusałka; wtk.pl z dnia 04.07.2019 r.
- Poznań. Macewy w Rusałce; wielkopolska.tv z dnia 08.07.2019 r.
- Żydowskie płyty nagrobne w jeziorze Rusałka – czy jest szansa, że miasto wyciągnie wszystkie?; wtk.pl z dnia 30.10.2019 r.
- Nagrobki wystają z Rusałki. Radny chce ich przeniesienia; radiopoznan.fm z dnia 30.10.2019 r.
- Fragmenty żydowskich nagrobków w Jeziorze Rusałka. Radny apeluje o ich zebranie i utworzenie miejsca pamięci; epoznan.pl z dnia 30.10.2019 r.
- Dno i brzegi Rusałki wykonano m.in. z nagrobków; miastopoznaj.pl z dnia 30.10.2019 r.
- Fragmenty żydowskich nagrobków w Rusałce: „Powinny zostać zabrane”; poznan.tvp.pl z dnia 30.10.2019 r.
- Fragmenty żydowskich macew wystają z jeziora Rusałka. Czy można wydobyć wszystkie?; poznan.wyborcza.pl z dnia 30.10.2019 r.
- Fragmenty żydowskich nagrobków w Jeziorze Rusałka: radny apeluje o ich zebranie i utworzenie miejsca pamięci; epoznan.pl z dnia 30.10.2019 r.
- „Jezioro krwi” – tajemnice Jeziora Rusałka; Gmina Żydowska w Poznaniu via YT z dnia 31.10.2019 r.
- Gdy woda opada, odsłania makabryczne „pamiątki”; tvn24.pl z dnia 03.11.2019 r.
- Poznań: pod taflą wody żydowskie macewy; misyjne.pl z dnia 03.11.2019 r.
- Apelują do Jaśkowiaka: wydobądźmy macewy z jeziora Rusałka. Chcą zebrać wolontariuszy i pieniądze; wyborcza.pl z dnia 08.11.2019 r.
- Żydowskie nagrobki znikną z dna Rusałki?; wtk.pl z dnia 10.11.2019 r.
- Spróbują wydobyć nagrobki z dna jeziora. Trafiły tam, by zatrzeć pamięć o Żydach; tvn24.pl z dnia 10.11.2019 r.
- Miasto chce wydobycia macew z Rusałki; radiopoznan.fm z dnia 18.11.2019 r.
- Poznańskie jezioro Rusałka, w którym chętnie kąpią się mieszkańcy, skrywa tragiczną historię Żydów; natemat.pl z dnia 22.11.2019 r.
- Głęboka historia; kultura.poznan.pl z dnia 24.12.2019 r.
- Poznaniacy uczcili pamięć ofiar Holokaustu nad Rusałką; wtk.pl z dnia 26.01.2020 r.
- Ułożyli gwiazdę pamięci dla Żydów nad jeziorem Rusałka. Wielu poznaniaków nie wie, jaka tragedia się tam wydarzyła; poznan.wyborcza.pl z dnia 26.01.2020 r.
- Holocaust kojarzy się z drutami. My nad Rusałką, gdzie ginęli Żydzi, mamy piękną zieleń. Jak upamiętnić straszną historię?; poznan.wyborcza.pl z dnia 25.02.2020 r.
- „Rusałka: odwracanie jeziora” – seminarium Zespołu Badań nad Pokojem IS PAN; ispan.waw.pl z dnia 02.03.2020 r.
- Macewy wyłowione z jeziora Rusałka leżą porzucone na trawie; tenpoznan.pl z dnia 05.03.2020 r.
- Wtedy wszyscy to w Poznaniu widzieli. Po wojnie się o tym nie mówiło; poznan.wyborcza.pl z dnia 06.03.2020 r.
- Niech płyty z rowkami wykutymi przez żydowskich więźniów przypominają o tym, co działo się na Świętym Marcinie; poznan.wyborcza.pl z dnia 06.03.2020 r.
- Wyciągnął żydowską macewę z poznańskiej Rusałki. Grozi mu wysoka kara finansowa; poznan.tvp.pl z dnia 06.03.2020 r.
- Porzucone macewy w Poznaniu; jewish.pl z dnia 07.03.2020 r.
- Wiele historii; kultura.poznan.pl z dnia 18.05.2020 r.
- „Pamięć o tych ludziach miała zostać na zawsze zatarta”. Jezioro odsłania ślady mrocznej historii; tvn24.pl z dnia 23.05.2020 r.
- O tych tragicznych wydarzeniach trzeba przypominać. Nad Rusałką wreszcie stanie tablica pamiątkowa; poznan.wyborcza.pl z dnia 24.05.2020 r.
- Gdy wody opadają, jezioro odsłania mroczne tajemnice. Wkrótce dowiedzą się o nich wszyscy; tvn24.pl z dnia 07.06.2020 r.
- Macewy w blasku słońca; kulturaupodstaw.pl z dnia 10.07.2020 r.
- Trafiły na dno jeziora, by zatrzeć ślad, że ci ludzie istnieli. Czasami odsłaniała je woda, teraz wracają na swoje miejsce; tvn24.pl z dnia 02.08.2020 r.
- Poznań: Macewy z jeziora Rusałka trafiły do lapidarium; tenpoznan.pl z dnia 03.08.2020 r.
- Rusałka. Ta woda w tamtych czasach oznaczała dla wielu ludzi śmierć. Tak samo jak pociągi; poznan.wyborcza.pl z dnia 06.08.2020 r.
- Macewy z poznańskiego jeziora wróciły na cmentarz; jewish.pl z dnia 06.08.2020 r.
- Nad Rusałką stanie tablica pamiątkowa. Żeby każdy wiedział, jak powstało to poznańskie jezioro; poznan.wyborcza.pl z dnia 09.08.2020 r.
- Pracowali ponad siły, byli głodni. Historię robotników którzy budowali jezioro Rusałka przypomnieli teraz społecznicy; poznan.wyborcza.pl z dnia 01.09.2020 r.
- Pylon pamięci więźniów nad Rusałką odsłonięty; tenpoznan.pl z dnia 01.09.2020 r.
- Powracająca pamięć Rusałki; www.chaim-zycie.pl, 2020 r.
- Jak pogodzić dwie pamięci? – poznańska Rusałka w malarstwie Roberta Bartoszka; www.chaim-zycie.pl, 2020 r.
- Nie wiedzieli lub przemilczeli; kultura.poznan.pl z dnia 14.09.2020 r.
- Benjamin Jacobs – fragment wywiadu wykorzystany podczas wystawy „Steineck”; Barak Kultury via YT z dnia 20.09.2021 r.
- Macewy w bruku na miejskich ulicach, wciąż są widoczne napisy. „Powinny wrócić na cmentarz”; tvn24.pl z dnia 01.11.2020 r.
- Koncert na jeziorze Rusałka przypomni jego historię. Wielu poznaniaków wciąż nie ma o niej pojęcia; poznan.wyborcza.pl z dnia 09.09.2021 r.
- Steineck, były hitlerowski obóz, jest w Poznaniu mniej znany niż Fort VII. Też był piekłem; poznan.wyborcza.pl z dnia 01.09.2022 r.
- Zniszczona tablica informująca o tragicznej historii jeziora Rusałka. „Leży przewrócona i rozbita”; poznan.wyborcza.pl z dnia 03.02.2022 r.
- „Rusałka – jezioro, które łączy”. Wyjątkowy festiwal w Poznaniu już we wrześniu; gloswielkopolski.pl z dnia 05.09.2022 r.
- W niedzielę wyjątkowy marsz nad jeziorem Rusałka. W ten sposób przypomną jego trudną historię; poznan.wyborcza.pl z dnia 17.09.2022 r.
- Tutaj i wtedy o zmierzchu (Adriana Molenda, Anton Varga), 13.01-5.03.2023; arsenal.art.pl.
- Tragiczna historia sielskiego jeziora – panel dyskusyjny o Rusałce, 26.01.2023 r.; arsenal.art.pl.
- Pokaz filmu „Kamień znaczy pamięć” o historii powstania jeziora Rusałka – Poznań, 6 czerwca 2023 r.; poznan.ipn.gov.pl.
- Rekreacja i pamięć; kultura.poznan.pl z dnia 05.09.2023 r.
- Na dwóch kołach przez historię – przejazd „Między Jeziorami”; WTK via YT z dnia 10.09.2023 r.
- „Rusałka – jezioro, które łączy” – relacja z festiwalu zorganizowanego przez Barak Kultury; 4 Strefa via YT z dnia 08.10.2023 r.
- Poznań zaniedbuje miejsce pamięci nad Rusałką? „Widok jest bulwersujący” – pisze nasza czytelniczka; gloswielkopolski.pl z dnia 29.01.2024 r.
- Odsłonięcie tablicy upamiętniającej Zalmana Kłodawskiego – więźnia niemieckiego obozu pracy przymusowej dla Żydów – Poznań, 19 kwietnia 2024; poznan.ipn.gov.pl.
- Pamięć uczestnicząca; kultura.poznan.pl z dnia 15.05.2024 r.
- Shrek i herb Poznania z czasów hitlerowskiej okupacji; www.poznanskieklimaty.pl z dnia 30.06.2024 r.
- Ścieżka wzdłuż torów w pobliżu Jeziora Rusałka nielegalna dla spacerowiczów; gloswielkopolski.pl z dnia 27.07.2024 r.
- Wczoraj i dziś nad Rusałką; kultura.poznan.pl z dnia 05.05.2025 r.
- Hitlerowcy zabili tu 2000 osób. Znicza bez zgody nie można zapalić; tvn24.pl z dnia 08.05.2025 r.
- Odzyskana historia jeziora Rusałka; www.poznan.pl z dnia 11.06.2025 r.
- Nowa atrakcja nad Rusałką. Potrzebny będzie smartfon i dobre buty; wpoznaniu.pl z dnia 10.06.2025 r.
Zanim przystąpiono do prac terenowych przy budowie zbiornika i otaczającego go, przeznaczonego nur für Deutsche „parku ludowego”, okolice Lasku Golęcińskiego stały się areną nazistowskiego terroru. To tu, począwszy od jesieni 1939 r. Niemcy rozstrzeliwali polskich więźniów. Podczas powojennego śledztwa świadkowie zeznający przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Poznaniu*(1) twierdzili, iż straceń dokonywano w trzech miejscach:
- przy południowym brzegu dzisiejszego jeziora: na przełomie lat 1939 i 1940 w sąsiedztwie działobitni Bogdanka przeprowadzano egzekucje osób przywożonych z więzienia na ul. Młyńskiej w Poznaniu. W zachowanych aktach Urzędu Stanu Cywilnego w Poznaniu z tego okresu, natknąć można się na lokalizację miejsca ich śmierci opisaną jako: „Batteriestand in Golnau”.
- przy wschodnim brzegu dzisiejszego jeziora: egzekucji osób przywożonych z więzienia na ul. Młyńskiej w Poznaniu dokonywano między nasypami kolejowymi, w zagłębieniach tutejszego wysypiska śmieci. Świadkowie twierdzą, iż w tej lokalizacji rozstrzeliwano do roku 1942;
- przy północnym brzegu dzisiejszego jeziora: w roku 1940 egzekucji dokonywano „opodal pnia grubego drzewa”.
Szacuje się, iż w masowych egzekucjach na Golęcinie (w rejonie dzisiejszego Jeziora Rusałka) przeprowadzanych w pierwszych latach niemieckiej okupacji, życie straciło ponad 2 tys. ludzi, przede wszystkim polskich więźniów z ul. Młyńskiej. Być może część skazanych wytypowano w ramach prowadzonej w tym okresie Intelligenzaktion Posen. Wszelako źródłowego potwierdzenia nie znalazły dotąd informacje o egzekucjach dokonywanych na więźniach politycznych przywożonych do Lasku Golęcińskiego z niemieckiego obozu koncentracyjnego w Forcie VII – nie należy tego jednak wykluczać! Nie zdołano również potwierdzić, iż w roku 1944 prowadzono tu prace w ramach tzw. akcji 1005, mające na celu zatarcie śladów zbrodni. Świadkowie wskazują natomiast, że przynajmniej część ciał ofiar z lat 1939-1940/1942 natychmiast po egzekucjach wywożono ciężarówkami (niekiedy we wcześniej przygotowanych trumnach) na pobliskie cmentarze: golęciński (inaczej: sołacki par. pw. św. Jana Vianney) i jeżycki oraz na oddalony od miejsca zbrodni cmentarz naramowicki. Ciała zakopywano też w przygotowanych wcześniej dołach na zadrzewionym terenie wokół Fortu V (Naramowice) oraz w lasach pod Obornikami*(2).
W 1950 r. szczątki ofiar ekshumowano z cmentarza golęcińskiego (inaczej: sołackiego) oraz z lasku przy Forcie V – trafiły na Cmentarz Bohaterów na stoku Cytadeli, a opróżnione wówczas pierwotne miejsca pochówku oznaczono tablicami pamiątkowymi. Tuż po zakończeniu II wojny światowej, w trzech miejscach wskazanych przez świadków*(3) pojawiły się upamiętnienia, wielokrotnie później remontowane i modyfikowane – najpierw były to proste krzyże z tabliczką; monumenty istniejące dziś pochodzą z pierwszej połowy lat 60. XX w. Powstały w związku z obchodami dwudziestej rocznicy zakończenia II wojny światowej. Korekcie poddawano inskrypcje, które w pierwszych wersjach błędnie wskazywały „miejsca pochówku” (czego nie można potwierdzić!) zamiast „miejsc kaźni” (choć są to lokalizacje przybliżone, umownie wskazujące rejony Lasku Golęcińskiego, w których dokonywano egzekucji!).
_________
*(1) Por. Grobownictwo wojenne – miejsca kaźni Polaków [1945-1950]; Archiwum Państwowe w Poznaniu, zespół: Zarząd Miejski stołecznego miasta Poznania, sygn.: 53/1226/0/8.1/895; Grobownictwo wojenne – miejsca kaźni Polaków [1950-1957]; Archiwum Państwowe w Poznaniu, zespół: Zarząd Miejski stołecznego miasta Poznania, sygn.: 53/1226/0/8.1/894.
*(2) Być może występuje tu korelacja przestrzenna i czasowa ze zbrodniami dokonywanymi przez Niemców w Lasach Rożnowskich w powiecie obornickim?
*(3) W tym samym czasie pojawiło się upamiętnienie ofiar niemieckiego terroru na poznańskiej Dębinie.
Do prac przy kopaniu niecki jeziora skierowano polskich robotników – poznaniaków i poznanianki, oddelegowanych do tego zadania przez Arbeitsamt – oraz więźniów obozów pracy przymusowej dla Żydów, zwożonych do Poznania z okolic Łodzi i Włocławka. Roboty ziemne realizowali przede wszystkim więźniowie obozów w Krzyżownikach, na Golęcinie oraz w Forcie Radziwiłła (Zagórze).
Roboty ziemne były elementem szerszego zakresu prac przy tworzeniu zachodniego klina zieleni. Obejmowały one niwelację gruntu, sadzenie drzew, wyburzanie istniejących zabudowań (m.in. cegielni) oraz budowę ścieżek wokół jeziora oraz duktów łączących Rusałkę ze Strzeszynem z pozyskanego w ten sposób tłucznia ceglanego. Poza więźniami wspomnianych obozów do prac tych kierowano także więźniarki z obozu w Strzeszynie.
Dla polskich pracowników przymusowych praca przy kopaniu niecki jeziora była rodzajem okupacyjnej eksploatacji i wyzysku. W przypadku żydowskich więźniów i więźniarek była formą fizycznego wyniszczenia*(1). Musieli oni pracować na akord, przy głodowych racjach żywnościowych, bez odpowiedniej odzieży ochronnej; za najdrobniejsze przewinienia poddawani byli karom cielesnym i torturom. Ilu Żydów zginęło przy kopaniu niecki jeziora?; ilu zostało zamordowanych przez nadzorujących prace strażników?*(2) – nie potrafimy precyzyjnie określić… Jeden z polskich robotników, Jan Jankowiak, przekazał w swojej relacji (por. niżej), że przy wysadzaniu działobitni Bogdanka niemieccy saperzy zamknęli wewnątrz niej 11 Żydów, którzy następnie zginęli w eksplozji. Podobnie nie sposób jednoznacznie stwierdzić, na czyją zbiorową mogiłę natknął się Alojzy Andrzej Łuczak – żydowskich czy polskich więźniów z początku lat 40. XX w.? (por. niżej).
Sztuczne jezioro o nazwie „Elsensee” otwarto wyłącznie dla niemieckiej publiczności we wrześniu 1942 r. Po wojnie nadano mu odwołującą się do mitologii słowiańskiej nazwę „Rusałka”. Obecnie o historii powstania jeziora informuje spacerowiczów tablica Systemu Informacji Miejskiej, zlokalizowana przy wschodnim brzegu jeziora, w sąsiedztwie uczęszczanego tunelu w nasypie kolejowym. Tablica powstała ze społecznych środków, dzięki oddolnej inicjatywie Stowarzyszenia Mieszkańców Abisynia oraz Stowarzyszenia Łazęga Poznańska. Poza tym, anonimowe osoby sporadycznie pozostawiają znicze i kwiaty dla uczczenia pomordowanych przy budowie Rusałki w dwóch innych „społecznych miejscach pamięci”, czy też „mauzoleach”, błędnie uważanych za miejsca, w których wykonywano egzekucje, lub które są masowymi mogiłami „jeńców”*(3).
Autentycznym obiektem z okresu budowy jeziora pozostaje mostek nad Bogdanką w bezpośredniej bliskości Rusałki – na zachodnim krańcu akwenu. Dobrze widoczny jest na nim herb Poznania z okresu niemieckiej okupacji, z datą budowy: „1941”. W roku 2025 strona społeczna złożyła wniosek do Wielkopolskiego Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Poznaniu o objęcie tego obiektu ochroną konserwatorską.
Po II wojnie światowej jezioro Rusałka oraz jego otoczenie pełniło – i do dziś pełni – funkcję przede wszystkim rekreacyjną. Teren wielokrotnie porządkowano – w 1946 r. „opróżniono z wody w celu gruntownej naprawy jego brzegów, zniszczonych przez wypas bydła. Brzegi jeziora umocniono faszyną, dno jeziora i rowy dopływowe oczyszczono z chwastów i wodorostów”*(4). Operację tę powtórzono w 1961 r. – ówczesne plany przewidywały też skanalizowanie ośrodka oraz budowę przepompowni; czyniono starania o rozpoczęcie budowy hangaru-przechowalni oraz kawiarenki*(5). Dostrzeżono także walory krajobrazowe i przyrodnicze tej części Poznania; Golęcin stał się „uroczym rezerwatem przyrody”*(6)…
_________
*(1) Por. hasło: Wyniszczenie przez pracę (niem. Vernichtung durch Arbeit).
*(2) Należy podkreślić, iż pośród strażników (wachmanów) w obozach pracy przymusowej, obok m.in. folksdojczów czy miejscowych Niemców, byli także Polacy…
*(3) Informacja o tym, iż w budowie niecki jeziora uczestniczyli sowieccy JEŃCY wojenni pojawia się w jednej relacji ustnej, przekazanej autorom niniejszego opracowania. Trzeba wszelako zauważyć, iż w przestrzeni medialnej, w kontekście historii jeziora, pojęcia „jeniec” i „więzień” są nagminnie stosowane zamiennie, co zdecydowanie uznać należy za merytoryczny błąd!
*(4) Por. Sprawozdanie z działalności Zarządu Miejskiego St. M. Poznania za czas od 1 kwietnia 1946 do 31 grudnia 1946; dostęp: WBC.
*(5) Por. „Kronika Miasta Poznania”, 1961, nr 3, s. 103; dostęp: WBC.
*(6) Por. „Głos Wielkopolski”, 09.07.1946, nr 185, s. 4; dostęp: WBC.
Pamięć o ofiarach terroru w Lasku Golęcińskim z początkowego okresu niemieckiej okupacji Poznania trwa od 1945 r.; już wówczas, na podstawie zeznań świadków zadbano o wskazanie miejsc straceń wokół jeziora. Początkowo były to proste krzyże i tabliczki, następnie trwałe upamiętnienia w formie obelisków i głazów, kilkukrotnie dotąd modyfikowane. W okresie PRL każde z trzech oznaczonych miejsc miało swoich opiekunów (okoliczne szkoły i zakłady pracy).
W ostatnich latach pojawiły się zarzuty, iż obecny, rekreacyjny charakter Rusałki nie licuje z martyrologią z okresu II wojny światowej*(1). Pomniki, zdaniem przechodniów, sprawiają wrażenie porzuconych przez zarządców i społeczeństwo; wielokrotnie zwracano uwagę na ich stan wymagający remontu i zaśmiecone otoczenie monumentów*(2). Kontrowersje wzbudził fakt ograniczenia przez PKP dostępu do jednego z nich latem 2024 r. – wkroczenie na drogę prowadzącą do upamiętnienia na wschodnim brzegu jeziora grozi karą*(3). Należy jednak zauważyć, iż wraz z początkiem trzeciej dekady XXI w., staraniem tak administratorów terenów (jednostki Urzędu Miasta Poznania: Zakład Lasów Poznańskich oraz POSiR), jak i strony społecznej stan ten uległ znaczącej poprawie. Choć istniejące upamiętnienia nie przedstawiają znaczącej wartości artystycznej, a materiały użyte do ich przygotowania są wątpliwej jakości, latem 2025 r. monumenty zostały oczyszczone, a ich otoczenie uporządkowano.
Na temat późniejszego okresu, tj. tragicznej historii budowy jeziora, długo milczano. Los polskich robotników przymusowych, a nade wszystko żydowskich więźniów, z premedytacją zmuszanych do katorżniczej pracy, niekiedy kończącej się śmiercią z wycieńczenia lub egzekucją, nie wybrzmiewał dostatecznie głośno. Wobec tego ewidentnego zaniedbania, być może celowego (czyżby były to próby swoistego cenzurowania przestrzeni, lansowanej jako obszar dedykowany odpoczynkowi i aktywnej rekreacji?), mieszkańcy Poznania sami próbowali zaaranżować tzw. społeczne miejsca pamięci. Niestety, bez eksperckiej, merytorycznej pomocy doszło nad Rusałką do sytuacji nieledwie kuriozalnych! „Mauzoleum” w „miejscu straceń” na zachodnim brzegu urządzono wykorzystując relikty powojennej sceny dla orkiestr wojskowych*(4). Na wschodnim brzegu jeziora, element infrastruktury hydrotechnicznej uznano za „zborową mogiłę jeńców”*(5)…
Społeczną pamięć regularnie przywracają fragmenty nagrobków – w tym macew, pozyskanych podczas likwidacji poznańskich kirkutów na początku lat 40. XX w. – odkrywane wokół jeziora, a także ukazujące się spacerowiczom, kiedy poziom wody w nim jest niski. Użyto ich jako budulca mostków ponad ciekami spływającymi do Rusałki*(6), jako wzmocnienie brzegów kanału doprowadzającego wodę do stawów w Parku Sołackim oraz jako materiał służący wzmocnieniu południowo-wschodniego brzegu i dna sztucznego zbiornika*(7). Trudno wszelako określić liczbę takich fragmentów – badania z zakresu archeologii podwodnej*(8), zorganizowane przez Instytut Pamięci Narodowej w 2022 r. sugerują, iż przywoływana w mediach liczba setek czy nawet tysięcy nagrobków może być przeszacowana…
UWAGA! Niezależnie od liczby fragmentów nagrobków odkrytych w jeziorze, za niefortunny i nielogiczny uznać należy pomysł niektórych społeczników (wspieranych przez Gminę Wyznaniową Żydowską w Poznaniu oraz przedstawicieli władz miasta) wydobycia ich i utworzenia w oparciu o te relikty lapidarium. W zamyśle miałoby ono przypominać o martyrologii żydowskiej i upamiętniać ofiary niemieckiego terroru z okresu budowy jeziora Rusałka. Należy jednak wyraźnie podkreślić, iż taka forma byłaby sprzeczna z polityką pamięci, stosowaną obecnie przez Komisję Rabiniczną ds. cmentarzy, działającą przy biurze Naczelnego Rabina Polski. Nie praktykuje się bowiem upamiętniania żydowskich ofiar Zagłady poprzez wykorzystanie nagrobków Żydów zmarłych przed wybuchem II wojny światowej.
_________
*(1) Por. Park rozrywki w pobliżu miejsca straceń, czyli spór o upamiętnienie; gloswielkopolski.pl z dnia 19.08.2019 r.
*(2) Por. Poznań zaniedbuje miejsce pamięci nad Rusałką? „Widok jest bulwersujący” – pisze nasza czytelniczka; gloswielkopolski.pl z dnia 29.01.2024 r.
*(3) Por. Hitlerowcy zabili tu 2000 osób. Znicza bez zgody nie można zapalić; tvn24.pl z dnia 08.05.2025 r.
*(4) Por. Zapomniane miejsce kaźni; gloswielkopolski.pl z 04.09.2010 r.; To nie miejsce pamięci – to estrada z czasów PRL!; poznan.wyborcza.pl z dnia 13.04.2012 r. Według mieszkańców dzielących się wspomnieniami w mediach społecznościowych, w latach 60. XX w. przy zachodnim brzegu Rusałki funkcjonował ośrodek wypoczynku dla kadry i kadetów szkoły oficerskiej wojsk pancernych. Schody oraz scena stanowić mają pozostałość letniej kawiarenki, opodal której rozkładano wojskowe namioty, w których można było wypożyczyć kajaki. Tu również istniała „plaża wojskowa”.
*(5) Por. Zapomniane miejsca pamięci nad Rusałką; poznan.wyborcza.pl z dnia 13.10.2010 r.; Rusałka: Miejska legenda czy kolejne miejsce pamięci?; gloswielkopolski.pl z dnia 24.09.2015 r.
*(6) Por. Macewy znalezione w Jeziorze Strzeszyńskim. To płyty z cmentarza przy Głogowskiej?; gloswielkopolski.pl z dnia 22.10.2012 r.; Macewy przy Strzeszynku to nie sensacja? Może szkoda; poznan.wyborcza.pl z dnia 23.10.2012 r.
*(7) Por. Gdy woda opada, odsłania makabryczne „pamiątki”; tvn24.pl z dnia 03.11.2019 r.; Dno poznańskiego jeziora pokrywają tysiące żydowskich nagrobków; naTemat z dnia 22.11.2019 r. via www.youtube.com.
*(8) Por. Dokumentacja archeologiczna Jeziora Rusałka – Poznań, 20-21 października 2022 r.; poznan.ipn.gov.pl.
Wspomina Adam Glapa…
Ja pracę w firmie Foto-Stewner w lecie wykonywałem na dwie zmiany. Często kiedy około 5.00 nad ranem wracałem do domu znajdującego się przy ul. Poznańskiej, w pobliżu mostów kolejowych spotykałem idącą do pracy kolumnę Żydów. Wyglądali okropnie: chudzi, bladzi, ubrani w łachmany, brudni, ledwie się wlekli w ciężkich drewnianych okulakach. Temu pochodowi śmierci towarzyszył ponury stukot obuwia i trzask łyżek i talerzy blaszanych przytroczonych do pasa. Codziennie kilkunastu ginęło przy budowie jeziora Rusałka i tyluż codziennie wieszano na terenie obecnego Stadionu 22 Lipca, gdzie mieli swój obóz. Na ich tle Anglicy, których kolumny pracowały przez pewien czas przy rozbiórce domów przy ul. Poznańskiej, wyglądali jak bogowie.
Źródło: A. Glapa, Tajny polski film, [w:] „Z lat okupacji. Wspomnienia Wielkopolan o życiu codziennym 1939-1945”, Poznań 1984, s. 91.
Wspomina Julian Nowak…
W Poznaniu pierwsze represje zastosowali Niemcy wobec Żydów. Nastąpiły aresztowania i osadzanie w obozach pracy. Oznaczeni gwiazdą Syjonu, pracowali przy pracach ziemnych w Poznaniu i okolicy. Wynikiem ich niewolniczej pracy jest m.in. obecne jezioro Rusałka. Powstało ono na bagnistych łąkach Golęcina, przez które przepływał strumyk Bogdanka. Wielu Żydów przy tych pracach ginęło.
Źródło: J. Nowak, Poznań w cieniu swastyki, [w:] „Z lat okupacji. Wspomnienia Wielkopolan o życiu codziennym 1939-1945”, Poznań 1984, s. 352-353.
Fragment listu Melanii Jakubowicz do Żydowskiego Instytutu Historycznego z 11 lipca 1986 r. (zachowano oryginalną pisownię):
Żydzi wykopali w Poznaniu jezioro Rusałka. Widziałam Żydów z gwiazdami Dawida na plecach, otoczonych kordonami Niemców z karabinami, jak kopali nieckę na to jezioro. Przez jezioro przepływa rzeczka Bogdanka i z tej wody utworzone zostało jezioro Rusałka. Tama jest od strony Golęcina.
Na dnie jeziora ułożone są potłuczone cegły i gruz i zaraz po wojnie, gdy się wchodziło do tego jeziora, to stąpać trzeba było po cegłach. Obecnie dno jest zamulone, ale pod mułem są cegły. Dziś jezioro ma utworzone kąpielisko z pomostami. Jest przystań wodna. Pływają ludzie na kajakach i rowerach wodnych. Kursuje statek wycieczkowy. Rybacy łowią ryby. Nie ma żadnej tablicy upamiętniającej powstanie tego jeziora i niedolę i mękę ludzi, którzy jezioro Rusałka musieli wykopać.I jeszcze jedna Smutna sprawa. Nad jeziorem Kierskim jest droga spacerowa od Krzyżownik do Kiekrza. Wybudowali ją Żydzi. W sierpniu 1944 roku ta droga już była gotowa. Była wyłożona tłuczką ceglaną, tak jak korty tenisowe. Dzisiaj jest pokryta asfaltem i znów ani słowa, ani znaku, ani tablicy, ani pomnika ku czci tych katowanych ludzi, którzy tę drogę wykonali. Byli zmuszeni do tej pracy.
(…) Nie mogę tych wydarzeń zapomnieć i nie mogę pojąć, że władze miasta Poznania już 46 lat zapominają o tym.
Źródło: List M. Jakubowicz do Żydowskiego Instytutu Historycznego, datowany na 11 VII 1986 r., AŻIH, Dział Dokumentacji Zabytków, teczka „Poznań II”.
Wspomina Janina Czerwińska…
(…) całą piątką zostałyśmy przewiezione do Fortu VII. Tam przydzielono nam słój szarej maści, jakąś męską bieliznę i zamknięto na trzy dni w jednej celi. W dzień miałyśmy spokój, podtrzymywałyśmy się na duchu wszelkimi sposobami. Najgorzej było w nocy. W sąsiedniej celi więziono Żydów, a dzieliły nas tylko jakieś zabite deskami drzwi, przez które słychać było każdy odgłos. W dzień Żydzi wyprowadzani byli do pracy, prawdopodobnie przy urządzaniu obecnego jeziora Rusałka. W nocy, kiedy zmęczeni zasypiali, wpadali oprawcy i bili ich, kopali. Powtarzało się to co noc. Nie można było tego wytrzymać.
Źródło: J. Czerwińska, Żabikowo słynące grozą i udręczeniem, [w:] „Pamiętniki ocalonych. Wspomnienia więźniów hitlerowskich miejsc kaźni w Wielkopolsce”, Poznań 1983, s. 135.
Wspomina Marian Małolepszy…
W kwietniu 1941 r. przywieziono do Fortu dwóch Żydów – ojca i syna. Ojciec mógł mieć około 40 lat, syn 14. Byli niemiłosiernie skatowani. Trzymano ich w maleńkich celach pod schodami. W dniu 30 kwietnia cała komendantura Fortu bawiła się w kantynie tęgo popijając. Późnym wieczorem, kiedy esesmani byli już dobrze pijani, kazali sprowadzić psy i tych dwóch biednych Żydów. Polecili im tańczyć, szczując jednocześnie psami. Ku uciesze całej pijanej zgrai psy zaczęły rozszarpywać nieszczęśników. Nazajutrz – 1 maja – rano zmaltretowanych ludzi powieszono przy wejściu na stadion.
Źródło: M. Małolepszy, Między nadzieją a śmiercią (Fort VII), [w:] „Pamiętniki ocalonych. Wspomnienia więźniów hitlerowskich miejsc kaźni w Wielkopolsce”, Poznań 1983, s. 285-286.
Wspomina Halina Ryffert…
Na wałach [Fortu VII] tracono zaś osoby, do których gestapowcy odnosili się z jakąś pogardą, np. Żydówki. Odbywało się to w sposób podstępny – np. strzelano z tyłu do idących rzekomo na przechadzkę i niczego się nie spodziewających. Zdarzało się, że niekiedy któraś z nas rozpoznawała w łaźni wśród stosu obuwia buty naszych współtowarzyszek – właśnie Żydówek, które nagle zniknęły z naszego grona i dopiero te niespodziewane odkrycia naprowadzały nas na ślad losu, jaki je spotkał.
Źródło: H. Ryffert, Siła przeżyć, które odżyły, [w:] „Pamiętniki ocalonych. Wspomnienia więźniów hitlerowskich miejsc kaźni w Wielkopolsce”, Poznań 1983, s. 421.
Relacja Jana Jankowiaka (pisownia oraz układ tekstu jak w oryginale):
Wrzesień 1939 rok bogaty w wydarzenia. W poniedziałek 11-go września wkraczają wojska hitlerowskie do Poznania. Miasto wygląda jak by było wymarłe. Tylko na powitanie hitlerowców, wyłażą ze swych nor volksdojcze. Wszystkie sklepy są pozamykane. Ludność częściowo ewakuowała się za wojskiem Polskim. W okolicach Starego Rynku gdzie było największe skupisko Żydów też niema żywej duszy. Sklepy też pozamykane, bardzo duża ilość tych sklepów obrabowana, nawet nie poradziła sobie obrona Narodowa. Narazie nic się nie dzieje, wojna z Polską już się zakończyła. Zaczynają powracać ci którzy uciekali przed nawałą hitlerowską. Wracają też Żydzi, przeważnie ograbieni ze swego dobytku, wracają do ograbionych mieszkań swoich. Nie wszyscy Żydzi jednak wracają, niektórym udało się uciec przed hitlerowskimi kolumnami pancernymi.
To też ci najczęściej nie wracają. Pojawiły się już pierwsze zarządzenia okupanta. Pierwsze dotyczy godziny policyjnej. Polakom wolno chodzić od godziny 6:00 rano do 19:00 wieczór. Żydzi prawie nie opuszczają swoich mieszkań. Rozuchwaleni volksdojcze, chodzą po ulicach jak stada wilków. Bardzo dużo kręci się ich po ulicy Żydowskiej, Wodnej, Półwiejskiej, węsząc za łupem, względnie patrzą obrabować jakiegoś Żyda, który przypadkiem znajdzie się na ulicy, buszują bezkarnie nikt im nic nie mówi. Wieczorem wpadają do Żydowskich mieszkań żądając okupu od Żydów, gdy Żydzi odmawiają tego to są bici i maltretowani, a nawet – zabijani. Samowolnie usuwają Żydów z mieszkań, nie dając im zastępczych mieszkań. Mamy już zimę 1939 roku Żydzi jeszcze mieszkają na swoich miejscach. Jak dotychczas nie mogłem rozróżnić Żyda od Polaka, dopomogli mi w tym hitlerowcy, wszyscy Żydzi muszą nosić opaski z gwiazdami sześcioramiennymi, inaczej nie wolno im wyjść na ulice. Nie tylko sami volksdojcze uganiają się za Żydami, przyłączyli się do nich też Polacy pośledniego gatunku. Ci ostatni znają się lepiej na sprawach w tropieniu i wskazywaniu co bogatszych Żydów Niemcom. Być może że dostaną od Niemców jakiś ochłap. Nas Polaków jeszcze nie ruszają, biorą się za Żydów. Myślę że chcą ich wszystkich wysiedlić z Poznania. Codziennie jestem w tej dzielnicy i widzę co wyrabiają z Żydami. W największy mróz wypędzają ich z mieszkań tylko w cieniutkim ubraniu, bez płaszczy i ciepłej bielizny. Wszystko co mieli przygotowane na drogę musieli pozostawić na miejscu. Narazie idą wszyscy razem w kierunku ku Górnej-Wildy, dokąd prowadzą ich Niemcy tego niewiem. Bezlitośnie obdzierają dzieci Żydowskie z ciepłej odzieży przyglądam się temu, ale dopomóc nikomu nie mogę. Na pozostawione mienie i mieszkania czekają już miejscowi volksdojcze, jak hieny na padlinę. Sam Poznań ma niewiele Żydów. Dziś dowiedziałem się gdzie umieścili wysiedlonych Żydów, zapędzili ich na stadion sportowy na Dolnej-Wildzie. Mrozy są tak straszne, że ja nie pamiętam takich, jednak starsi mówią że w roku 1928 była też taka ciężka zima. Spędzeni Żydzi na stadionie mieszkają w strasznych warunkach, byłem tam zobaczyć. Mieszkają przeważnie pod gołym niebem. Niemają czym rozpalić ogniska nawet. Stadion jest obstawiony przez Niemców, nikt im niechce pomagać, każdy się boi, gdyż Niemcy tak samo karzą Polaków za udzielanie pomocy Żydom. Nie było na stadionie takiego miejsca by mogli się ogrzać, w takich warunkach to trudno jest psa trzymać. Gdy poszedłem raz jeszcze na stadion by zobaczyć się z Żydami to już ich nie było. Niemcy wywieźli ich do Kalisza. Więcej już ich nie widziałem. Mamy kwiecień 1940 rok Niemcy spędzili nową Partię Żydów na Stadion. Chodzę tam codziennie, obok stadionu na placu rozlokował się Lunapark, mamy się gdzie zabawić. Często też chodzę na stadion do Żydów. Dowiedziałem się zkąd ich Niemcy tu przywieźli. Są tu Żydzi z całego województwa Poznańskiego z Szamotuł, Obornik, Tuliszkowa, Turka, Środy, Jarocina. Najwięcej jest jednak ze wschodnich powiadów województwa Poznańskiego. Ta grupa Żydów która przebywa na stadionie jest w lepszej sytuacji, mają oni cieplejsze ubrania, kurtki i płaszcze. Ale głód cierpią jednakowy, wyżywienie składało się z żadkiej brukwi, i około 40 dkg chleba, no i jakiejś brunatnej cieczy którą nazywano kawą. Gdy widzę co otrzymują z wyżywienia to zdaje sobie z tego sprawe że ja na tym życiu bym nie wytrzymał. Do pracy narazie ich nie gonią to tylko jest dobre, bo gdyby jeszcze musieli pracować nie wytrzymali by dłużej jak kilka dni. Niektórzy Polacy mieli dostęp do obozu, a równa to się z robieniem interesów, można było zarobić, np. dobry męski płaszcz można było kupić za 0,5 kg chleba, koszulę ciepłą za 4 papierosy. Żydzi są zmuszani przez hitlerowców do takiego handlu. Gdy przyszedłem na dzień następny już rodziny Żydowskie były porozdzielane, pozostali tylko na stadionie sami zdrowi mężczyźni, kobiety, dzieci i niezdolnych do pracy gdzieś zabrali. Jest ciepło to też nie cierpią oni tak jak ci co byli tutaj w okresie cięszkich mrozów. Nie tylko sami Niemcy pilnują Żydów są też Polacy tzw. strórze nocni, ale umundurowani, chcą się wykazać przed Niemcami swoją gorliwością. Oni nie przymykają oka, na blache przewinienia popełnione przez Żydów. Najczęściej zdarzają się wypadki pobicia a nawet zabicia Żyda za to że zbliżył się do ogrodzenia. Muszę zameldować się w arbaitsamcie bo niechcą mi wystawić kart żywnościowych. Gdy poszedłem się zameldować otrzymałem skierowanie do pracy w Zarządzie Ogrodów i Cmentarzy, biura tego Przedsiębiorstwa mieściły się w Poznaniu przy ul. Podgórnej 10. Otrzymałem tam zaświadczenie na pobranie kart żywnościowych, i skierowanie na miejsce mojej pracy. Przedsiębiorstwo w którym rozpotrząłem pracę trudniło się rozbiórką cmentarzy Żydowskich, i budową sztucznego jeziora na przedmieściu Poznania. Miejsce gdzie rozpotrzęli budowę jeziora znajdowało się pomiędzy torami kolejowymi. Była tam kiedyś ulica Gliniana. Zamieszkiwało tam kilkanaście rodzin Polskich których Niemcy wysiedlili. Mieszkali tam Sikora Antoni, rodzina Kalinowskich, Dyszkiewiczów, Taberskich, Bąków, Nowaków, i Wichniarz. Wszystkich wysiedlili dlatego by nie byli świadkami popełnienia zbrodni jaką zamierzali w przyszłości dokonać. W tym celu Niemcy ze szkoły podstawowej w Krzyżownikach zrobili obóz dla Żydów których zatrudnili przy budowie sztucznego jeziora. Szkoła została ogrodzona drutem kolczastym, a straż pełnili werkszutrze, i Polscy dozorcy. Straż ta rekrutowała się z miejscowych volksdojczy. Regulamin obozu przewidywał za najdrobniejsze przewinienia karę śmierci, lub pobicie do całkowitej utraty zdrowia. W bardzo krótkim czasie wszyscy Żydzi zostali zatrudnieni przy budowie sztucznego jeziora. Było to miejsce całkowicie nie dostępne dla osób postronnych. Na miejscu gdzie ma powstać jezioro jest kilka starych fortów, i Niemcy zamierzają je wysadzić w powietrze.
Sprowadzili jakieś maszyny i wiercą otwory by założyć ładunek wybuchowy. Gdy przyszliśmy do pracy, a wraz z nami Żydzi, Niemcy byli już przygotowani do wysadzenia w powietrze tych fortów. Dla uprzyjemnienia sobie czasu Niemcy wybrali 11 Żydów i kazali im wejść na fort.
Żydzi całkowicie orientowali się że wraz z nimi zamierzają wysadzić ten fort w powietrze. Żydzi nie mieli innego wyjścia z sytuacji gdyż tak czy inaczej groziła im śmierć, i dlatego nie protestowali wogóle. Dowodzący minowaniem oficer Niemiecki saper kazał całej 11-ce zejść z góry, i wszystkich zamknąć w bunkrach tego fortu. Został teraz ogłoszony sygnał by wszyscy obecni przy forcie, ukryli się przed grożącym niebezpieczeństwem. Oficer saper wziął do ręki jakąś małą maszynkę do której dochodziły dwa izolowane kable, i przekręcił korbką. W tym momencie nastąpił wybuch i słup dymu wzbił się w powietrze. Bunkry które przetrwały lata przestały istnieć, a wraz z nimi wysadzeni zostali w powietrze Żydzi którzy zostali zamknięci na rozkaz oficera.
Po odczekaniu kilku minut Niemcy pobiegli do wysadzonego fortu, by obejżeć co pozostało po wysadzonych w powietrze Żydach. Oficer Niemiecki żałował że tylko kazał wysadzić 11-tu Żydów.Działobitnia nad Bogdanką (niem. Bogdanka Batterie) na zdjęciu lotniczym z okresu I wojny światowej; ze zb. Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu via Poznański Szlak Forteczny.
Przy rozbijaniu kamieni i cegły pozostałych po wyminowaniu, zatrudnieni byli Żydzi. Każdy zatrudniony przy tym Żyd musiał potłuc na drobny miał ponad 1,5 metra³. Była to cięzka praca i bardzo trudna do wykonania. W razie nie wykonania normy zostali ci którzy nie wykonali ukarani karą fizyczną w postaci dwadzieścia piec kijów w tylną część ciała. Ukarani Żydzi na głos musieli liczyc uderzenia, biada temu który się pomylił względnie zemdlał, wtedy zwykle zaczynali bić od nowa. Obóz oddalony był od miejsca zatrudnienia Żydów około 10 kilometrów. Żydzi dochodzili do miejsca zatrudnienia na piechotę. Powrotną drogę odbywali tak samo. Oto jak wygląda rozkład zajęć w obozie Żydowskim w Krzyżownikach pod Poznaniem. O godz. 3:00 rano pobutka, o gdz. 4:45 apel poranny. O czwartej śniadanie na które składa się z czarnej gorzkiej cieczy zwanej kawą. 4:15 wymarsz do pracy. Po drodze nim doszli do miejsca pracy, dźwigali na plecach tych którzy osłabli w czasie marszu. Często idę do pracy wraz z nimi, i widzę jak dozorcy między innymi i Polacy znęcali się nad tymi którzy osłabli w marszu, bili ich, i kopali gdzie popadło, nie oszczędzali też głowy. Po przybyciu na miejsce pracy muszą biegiem udawać się po swoje narzędzia. Nikomu nie wolno odpoczywać, każda minuta jest droga, chociaż Żydzi pracują bezpłatnie. Żydzi pracować musieli bez przerwy i odpoczynku, nie wolno było im się wyprostować ani też głowy do góry podnieść. Rozmowa z kolegą też była zabroniona, za takie wykroczenia strasznie biją Żydów. Wymierzają też Żydom inne kary takie jak skakanie żabki po glinie, wieszanie za ręce na gałęzi, lub maszerowanie z kamieniem na ramieniu przez godzinę lub dwie. Żydzi otwarcie mówią że nie wytrzymią dłużej jak miesiąc, gdy przypatruję się temu sam myślę że ja nie wytrzymałbym tego dłużej niż trzy dni.
Najgorsze prace wykonywali Żydzi, przeważnie kopali glinę i ładowali na wózki. Przy tej pracy też mieli ustaloną normę, każdy musiał załadować 1 wózek w przeciągu 30-tu minut. Przy każdej grupie stoi dozorca i popędza tych którzy według niego ociągają się w pracy, nie popędza słowem lecz czynem bije ich trzonkiem od łopaty.
Na tych którzy nie dotrzymują tempa w pracy też mają sposób, gdy któryś osłabnie i usiądzie by odpocząć, ten już może pożegnać się ze wszystkimi. Do takiego dolatuje jeden lub dwóch dozorców i tak długo go bije aż ten nie wyzionie ducha. Nasz majster jest Polakiem weteranem I-ej światowej wojny, niema jednego oka. Nazywa się Kęsy jakiś sadysta nas nie lubi, a jeszcze gorzej nie może patrzeć na Żydów też im dokucza, chociaż sam ich nie bije, ale napuszcza Niemców by znęcali się nad Żydami. To on poddał projekt niemcom by Żydów zaprząc do ciężkiego walca i walcować miejsca gdzie została świerzo zasiana trawa.
Widzę jak zabierają się do ciągnięcia tegoż walca, jest ich około 50-ciu, nie mogą sobie poradzić, walec lgnie w glinie nie ruszają ani kroku, dolatują Niemieccy dozorcy i Niemiecki Majster. Krzyczą tak że ogłuchnąć można los, los, waiter machen. Biją ich za to że nie mogą poradzić i wciągnąć tego walca. Majster nasz śmieje się do rozpuku, i opowiada jak to Hitler złoty nauczył żydów roboty. Takich jak Kęsy jest wielu, służył w Niemieckiej armi w czasie pierwszej wojny światowej. Nigdy też nie widziałem by jakiemuś Żydowi dał kawałek chleba lub jabłko. Obiad Żydzi otrzymywali na miejscu pracy, widze jak im wydają ten obiad. Gotują w szopie zbitej z desek. W porze letniej Żydzi otrzymują obiady z liści od kapusty, nie widzę by któremuś do puszki od konserwy lub do jakiego garnuszka wpadł ziemniak, misek nie mieli. Wydają im po 3/4 litra samej wody i na dodatek nie słonej, gdzieś niegdzieś pływa liść z kapusty rozgotowany. Wydawanie dolewki tej zupy zależało od dobrego humoru dozorców. Przeważnie pozostałą zupę kazali wylewać. Posiłki sporzywali na stojąco, na dodatek musieli się spieszyć, gdyż przerwa obiadowa trwała zaledwie półgodziny i w to był jeszcze wliczony czas dojścia do miejsca wydawania posiłków. W porze zimowej Żydzi otrzymują obiady z brukwi, lub też z wytłoków z buraków cukrowych. Zgniłej kapusty brukwi i wytłoków z buraków, dostarcza majątek w golęcinie, który był pod zarządem niemieckiego obszarnika ze Strzeszyna pod Poznaniem. O godzinie 17:00 Żydzi zbierają się by pomaszerować do obozu. Dozorcy przeliczają swoje grupy, po czym następuje odmarsz do obozu. Nie zapominają też o tych którzy osłabli w pracy a następnie zostali pobici, ci o własnych siłach już iść nie mogą. Każdego dnia jest kilku takich. Trzeba ich nieść na plecach do obozu, przecież po cieżkiej katorżniczej pracy samemu trudno jest zajść.
Żadko który nosił swoje obuwie, przy takiej pracy szybko im się zniszczyły. Niemcy wydali im obuwie, ale całe z drzewa jakiego ja nigdy nie widziałem. W takim obuwiu trudno jest przestać godzinę a nie dopiero maszerować i pracować. Codziennie widzę te marsze, ich pracę, ich niedolę, jaką przeżywają, jestem z nimi i rozmawiam z nimi. Nie spodziewają się niczego dobrego, każdy z nich twierdzi, że przyżyją tylko wówczas jeśli wojna zakończy się jutro, a na to niema żadnych widoków. Niemcy są coraz pewniejsi swego zwycięstwa, nie liczą się z Polakami, a co dopiero mówić o Żydach. Nie mają żadnych wiadomości od swych rodzin od czasu, gdy zostali przymusem rozłączeni. Utracili to co dla nich było najmilsze, rodziców, dzieci, i żony. Niemają żadnych wiadomości, co do losów swych najbliższych. Zapoznałem się z jednym żydem, pochodzi z okolic Turka. Liczy sobie lat dziewiętnaście, ale wygląda jakby miał lat 50, jest sam tutaj, jego rodziców Niemcy zabrali i niema wiadomości od nich. Musiał ich bardzo kochać bo tęskni strasznie za nimi. Nazywał się Goldberg Emanuel pochodził z okolic Turka.
Gdy się spotykamy, stale płacze, mówi czysto po polsku że, on chyba nie będzie nigdy wolnym. Pomagam mu jak mogę, przynoszę do pracy codziennie około półtora litra zupy którą mi matka gotuje, bym w pracy sobie zjadł. Dzielę się z nim tą zupą ale on nie bardzo chce jeść, chociaż jest tak głodny że nikt tego nie potrafi wyobrazić sobie. Codziennie to samo przechodzą Żydzi już nie mają sił, jednak każdy z nich żyje nadzieją że może wojna skończy się jutro, ale mamy dopiero rok 1940, już została zabrana Francja, Belgia, Holandia, Luksemburg.
Są nawet Francuzcy jeńcy wojenni. Kwaterują też w szkole w Szczeszynie nikt ich nie pilnuje tak jak żydów, pracują w majątku i przy budowie drogi asfaltowej z Golęcina do Strzeszyna. Budowa jeziora weszła w pełne stadium. Wykopy trwają nadal zatrudnieni przy tym są wyłącznie Żydzi. Nastały gorsze warunki pracy gdyż teraz żydzi muszą pracować w wodzie i kopać glinę. Woda nieraz sięga do pasa, a oni nie mają butów gumowych, ani ubrań roboczych by mogli sobie zmienić.
W tych mokrych ubraniach maszerują do obozu, i na dodatek w przemoczonych drewniakach które nazywamy „Holendrami”.Wokół terenu na którym zatrudnieni są Żydzi krąży patrol policji Niemieckiej na koniach. Czychają tylko na to by przyłapać jakiego Żyda który się oddali z miejsca pracy, z takim załatwiają się szybko. W miejscu gdzie łączy się tor wyścigów konnych w Ławicy pod Poznaniem z jeziorem, złapali żyda który oddalił się od miejsca pracy około 300 metrów, myślałem że go zastrzelą, ale tego nie zrobili, wynaleźli inną śmierć męczeńską, zatratowali go koniami i pojechali dalej. Cała grupa na tym ucierpiała, gdyż nikt poza mną tego nie widział a dozorcy kazali szukać tego zaginionego tak długo aż go nie znajdą. Doszedłem do przekonania że Żydzi też są ludźmi żałuje ich mocno że tak z nimi się obchodzą, że gorzej ich traktują niż psów. W porze letniej zabraniają nawet Żydom chodzić boso, woleliby chodzić boso, niż w tych butach które dali im Niemcy, ale to jest niemożliwe gdyż specjalnie zabraniają chodzić boso by udręczyć Żydów, nawet w pracy to samo robią, biada temu śmiałkowi który ośmieli się zdjąć buty.
Bicie i znęcanie się tu jest tak popularne jak chleb powszedni niema tu żadnych innych kar które można by było zastosować, gdyż wolą bić i maltretować, aniżeli upominać i tłumaczyć.
Mamy już zimę 1940 rok nic się nie zmieniło Żydzi jak pracowali tak pracują, tylko więcej cierpią, dokucza im zimno, niemają ciepłej odzieży, Niemcy też im nie dają. Marsz do obozu utrudnia im śnieg i mróz, z obozu wychodzą gdy jest całkowicie ciemno, i wracają gdy już jest całkowicie ciemno. Bywają wypadki że przypadkowo uda się któremuś z Żydów odłączyć od grupy, i pujśc po prośbie za chlebem lub ziemniakami, ale taki to musi uważać, gdyż w tej okolicy do której zapuszczają się Żydzi za chlebem jest równierz zamieszkiwana przez Niemców.
Byłem świadkiem wypadku jaki miał miejsc na torze wyścigów konnych w Ławicy. Trener Kurt Janke ujeżdżający swego konia spotkał Żyda jak szedł przez plac wyścigów konnych w Ławicy i pobił go do utraty nieprzytomności, a następnie wjechał na niego koniem i zabił. Takich jak Janke jest tutaj w okolicy więcej, jest nim Czeski volksdojcz Novak który tylko patrzy by okazja taka mu się przytrafiła, on to naprawdę umie z Żydami się załatwiać, spotkanego Żyda najpierw pobije, a potem założy sznur na nogi Żyda i przywiąże go do bryczki którą stale jeździ. Ciągnięty w ten sposób Żyd bardzo szybko żegna się z tym światem. Takich wyczynów jakich dokonuje Janke i Novak, nie każdy potrafi, to są sadyści, jeden z nich Novak jest członkiem S.A. drugi Janke nie ustępuje pierwszemu.Ucieczka Żydów wogóle się nie popłaca, każdy uciekinier został szybko schwytany, ale cały i zdrowy i nigdy nie powrócił żywy, w okolicy była też nasiedlona masa Niemców Bałkańskich których nazywali tu Baltendojczami i oni to właśnie byli nadgorliwcami. Byli jeszcze tacy którzy będąc Polakami przed wrześniem 1939 i nazywali się Sikorscy, zamieszkiwali przy ul. Tatrzańskiej tuż przy samym przejeździe kolejowym w Ławicy, przyjęli volkslistę, mieli jedynego syna Janka którego zaraz po przyjęciu volkslisty wciągnęli do armii Niemieckiej.
Sikorscy prowadzą sklep spożywczy, gdy wszedł do nich Żyd by prosić o chleb to został w sklepie pobity i musiał szybko uciekać gdyż Sikorska zaczęła krzyczeć że zawiadomi policję Niemiecką.Żydzi byli bici przez dozorców też za to że zbyt długo siedzieli w klozecie. Gdy któremuś nie nabrała się pełna łopata gliny lub ziemi też dostawał bicie, w takim wypadku byli bacznie obserwowani przez dozorców. Niemcy stosowali taką taktykę że kazali jednemu Żydowi bić drugiego gdy ten odmówi, to sam został pobity. Bardzo szybko zmieniają się twarze, ci z którymi wczoraj rozmawiałem już dzisiaj ich niema, nie przyszli do pracy, nie dlatego że nie chcieli, ale dlatego że niemogli, gdyż były to ich ostatnie minuty ich życia. Na miejsce tych którzy pożegnali się z tym światem przywożą wciąż nowych i zdrowych, dobrze wyglądających zobaczymy co za kilka dni z nimi będzie, zrobią się ludźmi nie dopoznania, i tak jest 18-to letni chłopcy wyglądają dziś jak 60-cio letnie starcy. Tu trzeba pracować pod batem, a dozorcy chodzą i los, los, waitermachen wołają. Bardzo duży ruch był gdy teren budowy miał być wizytowany przez jakiegoś hitlerowca z dyrekcji Ogrodów Lasów i Cmentarzy, bardzo często przyjeżdżał na wizytację hitlerowiec Skorzynsky który w czasie wizytacji tylko poluje na to by przyłapać jakiegoś Żyda gdy odpoczywa. Złapanego na takim przestępstwie bije do utraty przytomności. Teren budowy jest duży ciągnie się blisko trzy kilometry, wszędzie pracują żydzi.
W Szczeszynku pod Poznaniem mieszka Niemiec nazwiskiem Lorentz ma dwóch dorosłych synów, sam prowadzi kantynę w koszarach lotniczych w Ławicy i on ma na swoim sumieniu jednego Żyda którego przyłapał jak zerwał jabłko w jego ogrodzie.
Widziałem tego Żyda jak się nazywa to niewiem, ma przyszytą gwiazdę sześcioramienną i na niej numer obozowy 241 leży pod płotem. Mieszka tu w okolicy Kunert zatwardziały hitlerowiec jest trojhendrem jego zamiłowaniem jest tropienie Żydów którzy oddalili się od swojej grupy. On nie przepuści żadnego spotkanego Żyda najpierw pobije do utraty przytomności, a potem zastrzeli.
Dozorcy mają też swoje hobby, gdy widzą że któryś żyd ma brudne ręce, to zaraz pokazują mu jak wygląda porządne mycie. W porze zimowej najczęściej każą takiemu skoczyć do lodowatej wody, w porze letniej zaś stosują szorowanie cegłą tak długo aż nie zejdzie skóra z szorowanego. Takie skoki do wody kończą się przeważnie śmiercią.
Wojna jeszcze trwa nie słychać o jej zakończeniu a mamy już rok 1941, drugi rok wojny, coraz więcej niewinnych ofiar pochłania ta wojna. Żydzi nie popełnili żadnego przestępstwa, zamknięto ich w obozie dlatego że urodzili się Żydami. Dziś mamy 4 maja 1941 rok przyszedłem do pracy normalnie, przyniosłem obiecane ziemniaki Moszowi. Przyłapał mnie na tym Hoizler hitlerowiec zacięty, Moszowi zabrał te ziemniaki i rozdeptał, a ja dostałem porządne lanie. I Mosze też dostał za to lanie. Hoizler obiecuje mnie że zamelduje o tym do gestapo. Może tylko mnie tak straszy i nic więcej mi nie zrobi. Do pracy chodzę normalnie jakoś mnie nikt nie rusza. 12 maja 1941 roku dostaje wezwanie bym się zgłosił na ulicę Ratajczaka Nr. 1. gdzie mieści się Poznańskie gestapo.
Już wiem oco się rozchodzi, ale co robić muszę iść do nich, bo gorzej gdy sami przyjadą będzie. Poszedłem donich o godzinie 8:00 skąd zostałem odwieziony do fortu VII. pod Poznaniem.
Skończyło się moje widywanie z Żydami, żadnego z nich już nigdy nie widziałem.
Źródło: Relacja Jana Jankowiaka, Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, sygn. 301/6405, k. 1-14 (zachowano pisownię oryginalną).
Wspomina Irena Nieznaniec (zachowano oryginalną pisownię):
(…) Ziemniaki w majątku Strzeszyn wybierają Żydówki. Dom, w którym mieszkają, cuchnie tak okropnie, że trudno opisać. Jest to tak osobliwa kakofonia zapachów, potu, moczu, ścierek i skisłego jedzenia, że kto raz poczuje to, nie zapomni nigdy. W takiej atmosferze żyją i pracują te nieszczęsne istoty z golonemi głowami. Widziałam jak za lada co są bite. Biją je niemcy, biją Polacy i bije je… żydówka. Ta jedyna z nich posiadająca długie włosy, ma nad nimi pieczę. Och jak bolesne muszą być dla nich te razy, otrzymywane z ręki tej siostry w Izraelu. Chleb kładziemy między łęty i bruzdy, bo zbliżyć się do dziewcząt niesposób. Za to ile kartofli nam zostawiają. Centnar można by uzbierać przez godzinę, ale jak przenieść. Próbowaliśmy raz przewieźć ręcznym wózkiem, ale nie udało się ciągnąć przez piachy.
Po południu chodzimy zbierać torf na opał. Znowu mamy go do zawdzięczania Żydom, którzy plantują bagniste tereny nad Bogdanką. Ma tam powstać ogromne sztuczne jezioro. Już cały górzysty teren jest zrównany. Mama mówi, że jezioro zapełnią na pewno potem i łzami tych osłabłych i wycieńczonych żydów. Czy to nie potworność, by ciężko chorych i nieraz konających ciągnąć kilka kilometrów do pracy. Iść muszą, choćby po to, by – jak łachmany leżeć w rowach bezużytecznie. Nie wolno im konać na zgniłym barłogu. Mury baraków i szkoły muszą pozostać same. Muszą odpocząć, mówią dozorcy. Nie mają tak jak i my nikogo, kto by się ujął. Nawet zda się i Jehowa zapomniał o nich.
(…) Smutna, zrezygnowana idę do pracy i patrzę na olbrzymią lśniącą taflę wody. Gdzie są ci, których potem i męką zostało stworzone to piękne sztuczne jezioro. Żydów nie ma już od roku, ani na Ławicy, ani nigdzie w Poznaniu.
Źródło: I. Nieznaniec, Wojna i ja, [w:] „Pamiętniki robotników z czasów okupacji”, t. I, Warszawa 1948, s. 199-200 oraz 262.
Fragment listu Barbary Jastrzębskiej do Zalmana Kłodawskiego, 3 sierpnia 1996 r.:
(…) Pamiętam, że rodzice mówili nam, że był tam [w szkole w Krzyżownikach] obóz hitlerowski w czasie okupacji niemieckiej, że lasy, w których bawiliśmy się w chowanego – niskie sosny, maleńkie brzózki sadzili jeńcy żydowscy.Potem jeździłam z bratem nad jezioro Rusałkę lub nad jezioro Strzeszyńskie dróżką leśną wysypaną białym tłuczniem. Pamiętam, że rodzice mówili nam – te drogi i to jezioro wykopali jeńcy żydowscy.Brat wspomina, że rodzice dawali jemu chleb, cebule lub czosnek, że chodził z kolegami do drogi gdzie pracowali jeńcy pod niemiecką eskortą i rzucali je, albo wdeptywali lekko w ziemię i ktoś z kolumny podnosił i chował.Dzisiaj ten las jest piękny, wysoki. Urozmaicony różnymi krzewami.Dzisiaj jest lasem miejskim, podlega ochronie i zabronione jest niszczenie drzew.Białymi dróżkami jeździłam z naszymi dziećmi, teraz będę jeździć z wnuczkami. Im też mówię, że to wszystko w morderczym trudzie wykonali jeńcy żydowscy, którzy być może, gdzieś tutaj spoczywają pod zwałami ziemi.(…) Proszę opowiedzieć nam – jak Was przywieźli, czy do stacji Poznań-Ławica czy szliście pieszo. Skąd był biały tłuczeń, jak go dowoziliście, jak budowaliście te drogi, sadziliście drzewa.Proszę napisać o zdumiewającej budowli jaką jest jezioro Rusałka – wykopane na strumieniu Bogdanka i dalej połączone kanałem z jeziorem w Parku Sołackim położonym niemal w centrum Poznania.(…) Wiem, że będą to dla Pana bolesne wspomnienia, ale chciałabym utrwalić na kartkach naszej gazetki tamte dni. Przeczytają je mieszkańcy dzisiaj i być może zachowa się w jakimś domu i ponownie przeczyta ją ktoś po latach i wspomni Tych, co tutaj zostali zamordowani i zaduma się nad tym co ludzie, ludziom uczynili.
Źródło: List B. Jastrzębskiej do Zalmana Kłodawskiego, 3 sierpnia 1996 r. Ze zbiorów Elżbiety Sierżant.
(…) Komendantem obozu był gestapowiec, około 40-letni „Henri”. Mieszkał w budynku plebanii kościoła parafialnego w Krzyżownikach. Kościół był wówczas wykorzystywany przez Niemców jako magazyn żywności, proboszcza ks. Gracza wywieziono do Dachau i tam zamęczono.
Obóz był otoczony podwójnym dwumetrowym płotem z kolczastego drutu. Świadkowie widzieli, jak przywożono młodych, najwyżej 50-letnich mężczyzn. Zabierano im całą prywatną odzież. W mroźną zimę chodzili potem w drewniakach, z nogami pozawijanymi szmatami. Wyprowadzano ich do ciężkich robót, takich jak rozbiórka domów, wyłącznie gołymi rękami, bez jakichkolwiek narzędzi – wzdłuż wówczas polnej drogi łączącej Krzyżowniki, Kiekrz i Psarskie. Zdarzyło się, że w czasie rozbiórki upadła ściana domu, zabijając trzech więźniów, pozostali zostali okrutnie pobici za złą pracę. Z potłuczonych cegieł budowali utwardzoną nawierzchnię tej polnej drogi. Z tłucznia budowali również ścieżki wzdłuż Jeziora Kierskiego i strumienia Bogdanka. W dolinie Bogdanki sadzili las. Wykopali nieckę jeziora Rusałka, która po spiętrzeniu wód Bogdanki zapełniła się wodą.Na kartach dokumentów zbrodni mówią świadkowie, że każdego dnia pędzili ich wcześnie rano, kiedy było jeszcze ciemno. Uformowany szereg szedł ze szkoły w Krzyżownikach polną drogą, przez tereny gospodarstw chłopskich, w kierunku dzisiejszej ulicy Dąbrowskiego, zwanej wtedy Szosą Berlińską. Podążał nią do przejścia przez tory kolejowe na przedłużeniu obecnej ulicy Bużańskiej. Przez to do dziś istniejące przejście więźniowie wchodzili na teren robót przy jeziorze. Wtedy były tam mokradła porośnięte chaszczami oraz doły po glinie wybranej przez cegielnię z ulicy Niestachowskiej. Świadkowie pamiętają ten tragiczny pochód, głuchy stukot drewniaków, pokrzykiwania konwoju. Istniał zakaz wychodzenia w tym czasie z domów, podawania jedzenia. Mimo tego miejscowa ludność na trasie ich marszu rozrzucała wcześniej kawałki chleba, gotowane ziemniaki. Dzieci wdeptywały w ziemię cebulę, tak aby tylko trochę była widoczna, żeby strażnicy jej nie zauważyli. Niektórym więźniom udawało się podnieść to jedzenie. Po przejściu kolumny, po pewnym czasie mieszkańcy wychodzący do pracy widzieli, jak za kolumną podążali silniejsi więźniowie i na noszach z kijów nieśli tych, co sił już nie mieli. Dogorywających zostawiali w rowie, później zabierał ich wóz konny.
(…) Mówią inni świadkowie tamtych dni, że okropnie ich bito. Szczególnym okrucieństwem wyróżniał się kulawy Niemiec, który bił zwłaszcza po głowie. Inny zabawiał się, rozjeżdżając motorem osłabłych więźniów pozostających na tyle kolumny. Wspomina mieszkanka osiedla skierowana do pracy w polowej kuchni, w baraku za Krzyżownikami – jak gotowała dla więźniów zupę – składała się ona z kotła wody i kosza nie obranych ziemniaków. Strażnik pilnował, aby dostawali tylko nabierkę takiej zupy. Świadkowie wspominają, że kiedyś postawili na podwórzu koryto z jedzeniem dla świń, nagle wybiegło kilku więźniów i w sekundach wszystko wyjedli – tak bardzo byli głodni. Po wojnie, kiedy do budynku szkoły zaczęły chodzić pierwsze dzieci, po północnej stronie budynku stał obiekt, o którym mówiono, że to było krematorium, ale nie potwierdzają tego historycy. Ciała zamordowanych palono w krematorium Coll. Anatomicum przy ul. Święcickiego. Ciała i prochy więźniów żydowskich chowano na cmentarzu Górczyńskim. Obóz zlikwidowano w pierwszej połowie 1944 r., ale jaki był dalszy los ostatnich więźniów, nie wie nikt. Może wywieziono ich zakrytymi samochodami do Oświęcimia i tam zginęli. Może pozostali tutaj w grobach, których nie ma. Żyjącym więźniom tego obozu udało się zbiec wcześniej. W parku nad jeziorem Rusałka są trzy miejsca pamięci pomordowanych przez hitlerowców, teksty na tablicach mówią o śmierci Polaków i „osób”. Czy któreś z nich jest mogiłą pracujących tam więźniów żydowskich, czy spoczywają bezimienni pod zwałami ziemi, a mogiły ich porasta las. Godni są naszej pamięci. Szkoła Podstawowa nr 57 w Krzyżownikach przy ulicy Leśnowolskiej 35 została oznaczona jako miejsce pamięci Ich eksterminacji i męczeństwa. Wieczne odpoczywanie racz Im dać Panie.
Źródło: B. Jastrzębska, Obóz w Krzyżownikach. Wspomnienie o żydowskich więźniach obozu, [w:] „Gazeta Wyborcza Poznań”, nr 46 z 24.02.1998, s. 22.
Wspomina Zalman Kłodawski…
Rozdział 6: Obóz pracy Steineck
Ze stadionu przetransportowano mnie z grupą określoną jako stosunkowo zdrowa do innego obozu, zwanego Steineck, jeszcze z czasów niemieckich przed pierwszą wojną światową. Po polsku to miejsce nazywało się Krzyżówki [Krzyżowniki], od polskiego słowa „krzyż”. Miejsce to było oddalone od Poznania o 20-30 km, które przemierzyliśmy w wyczerpującej pieszej wędrówce. Umieszczono nas w nieukończonym budynku, który miał być przeznaczony, gdyby nie wojna, na szkołę powiatową. Budynek był ogrodzony i umiejscowiony na otwartej przestrzeni, oddalony od osiedli ludzkich. Wyglądał jak zwykła szkoła, dwa budynki w kształcie litery L, z jednej strony korytarz, z drugiej strony – klasy, tylko że nigdy nie odbyły się w nich lekcje. Zanim my tam zamieszkaliśmy, budynek był używany jako areszt dla francuskich więźniów wojennych. W każdej klasie były zbudowane 3-poziomowe drewniane ławki, które mieściły ok. 120 osób. Słabe światło, które dostawało się przez jedno wąskie okno, było naszym jedynym promieniem słońca.
Przedwojenny budynek szkoły w Krzyżownikach-Smochowicach; źródło: Facebook (?).
Porankami prowadzano nas na duże odległości do pracy przy budowie parków. Według planów ogrodników sadziliśmy drzewa, kładliśmy drogi, wyrównywaliśmy glebę, miejscami podnosiliśmy teren, tworzyliśmy kanały wodne. Długimi godzinami siedzieliśmy i rozbijaliśmy cegły na małe kawałki, które stanowiły podstawę do układania ścieżek. Pył wydobywający się z cegieł dostawał się w zagłębienia pomiędzy palcami u nóg i w rany na stopach, co tylko pogłębiało rany, swędzenie i potęgowało brud. Nasze buty już od dawna były zupełnie zniszczone, robiliśmy sobie buty z wilgotnych kawałków drewna i sznurów; zmniejszały one, ale tylko trochę, nieznośne zimno i ból. Ubrania też nie wytrzymały i na naszych słabych ciałach pozostały tylko wiszące strzępy materiału.
Wieczorami maszerowaliśmy z powrotem do obozu; antysemici, którzy nie separowali się od tego, przez co przechodziliśmy, zżymali się na poboczach dróg i głośnymi krzykami zachęcali Niemców do zabicia nas. A my – szliśmy krok za krokiem, krok za krokiem do otchłani śmierci. Milczący. Z zakrytymi głowami. Żydzi.
Do obozu przywieziono Niemców, członków partii hitlerowskiej, do różnego rodzaju funkcji, m.in. lekarzy, którzy przeprowadzali doświadczenia na ludziach. Niemcy mieli nadzieję, że tamci pomogą nam poradzić sobie z chorobami, żeby oni mogli dalej nas zwyciężać. Jednego z lekarzy dobrze pamiętam. Człowiek z bandażem, który wyglądał jak pirat i twierdził, że jest dentystą z Hamburga. Wydzielono mu pokój, w którym nie było przyrządów dentystycznych, i tam sprowadzał on ludzi, których wybierał do swoich eksperymentów. Pewnego dnia zawołał mnie, posadził mnie u siebie i z obcęgami wyrywał mi ząb za zębem. Zostałem z dwoma zębami w buzi i ze szczęką broczącą krwią, która z czasem stała się pełna ran. Szczęka nadwyrężyła się, straciła na symetryczności i zasklepiła się prymitywnie. Nie mogłem jeść, nie czułem się dobrze, ale nie przestałem pracować. Sytuacja pogarszała się pod każdym względem.
Ale moje życie polepszyło się dzięki mojej osobistej ratowniczce. Fridka, która martwiła się o mnie bardziej niż o siebie, zakładała gojskie ubrania, przygotowywała paczki i wychodziła z getta, na nieznaną prowincję, i stamtąd mi je wysyłała. Każdym takim wyjściem narażała swoje życie, bo gdyby została złapana, nazista na wachcie natychmiast strzeliłby jej w głowę. W tamtych dniach, cechujących się ogólnym ciężkim upodleniem z powodu wojny, otwierano przesyłki pocztowe i plądrowano je. Fridka była bystra, wysłała mi osobno parę najwyższej jakości butów. To znaczy, z jednego miejsca wysyłała jeden but, a drugi but – z innego miejsca. Tak otrzymałem ubranie, bieliznę i płaszcz, bez których nie wiem, czy udałoby mi się przetrwać. Czułem się dobrze. Prosiłem gojów z mojego miejsca pracy o wysyłanie za mnie pocztówek do niej i wiem, że je dostała.
Także od mamy i taty udało mi się otrzymać pocztówkę czy dwie, co bardzo mnie ucieszyło. Napisali, że postanowili przenieść się do getta łódzkiego, że tam sytuacja jest lepsza niż we Włocławku. To było przecież miasto tekstyliów i ojciec mógł znaleźć tam pracę. Opowiadali, że poza tym, iż większość włocławskich Żydów tam się przeniosła, w Łodzi mieszkał też brat ojca i już sam ten fakt napełniał ich otuchą. Pisali, że tęsknią i mają nadzieję mnie zobaczyć. Czułem dokładnie to samo.
W obozie Steineck znów wybuchła epidemia tyfusu i uśmiercała wielu ludzi. Między innymi znalazłem tam też mojego wujka, brata mamy, Nachuma Kuhfelda, który zmarł z choroby. Mówi się, że człowiek, który raz na coś zachorował, nie zachoruje na to drugi raz, więc miałem nadzieję, że tym razem się uratuję. Ale mimo wszystko zachorowałem. Tyfus zaatakował mnie lżej niż pozostałych ludzi. Nocami ten, kto zdołał zająć miejsce, spał na korytarzu, gdzie okna były większe. Podwójne rzędy ludzi leżących na podłodze, nogi przy nogach. To miejsce nadal było bardzo duszne i szukałem jakiegoś rozwiązania; zobaczyłem, że okna są dość szerokie, że można spać na parapecie, z nogami opartymi o futrynę okienną. Było mi wygodnie, nie spałem obok nikogo i miałem czyste i niezmącone powietrze. Jednej nocy, kiedy dzwony kościelne wybiły o północy, usłyszałem mojego sąsiada leżącego na drugim parapecie, jak wzdychał głęboko aż jego oczy zamknęły się na zawsze. Dokładnie w tej samej chwili poczułem, jak gdybym na nowo się odrodził, zupełnie wyzdrowiałem.
Źródło: Z. Kłodawski, „Kamień w polu”, spisała C. Aronis, Izrael 2001, tłum. z hebrajskiego M. Lipska, maszynopis, s. 22-23.
Okres niemieckiej okupacji Poznania wspomina Alojzy Andrzej Łuczak (1930-2011)…
Parę dni minęło zanim wpadłem na prosty i skuteczny pomysł. Wybrałem taki dzień, w którym przypadło najmniej gazet do roznoszenia. Bezchmurne niebo i słońcem rozgrzane uliczne bruki zdopingowały mnie do tego, że postanowiłem ten właśnie dzień przeznaczyć na odpoczynek. Świat i księgarnia się nie zawalą – pomyślałem, jeżeli dopiero jutro czytelnicy otrzymają swoje piśmidła.
Torbę wypchaną gazetami wsunąłem pod ramię i ruszyłem na Kiekrz! W razie czego, gdyby jakiś policjant lub inny Niemiec się do mnie przyczepił, powiem, że jestem podczas służby. Niemcy lubili, jak podkreślałem ważność moich czynności. Przez Sołacz udałem się w kierunku Golęcina, by następnie bocznymi drogami, dotrzeć do Kierskiego Jeziora. Lepiej tędy aniżeli wprost, ulicą Dąbrowskiego, w stronę Krzyżownik. Na głównej arterii co chwilę zatrzymywali. Kręciło się tu pełno wojskowych i policyjnych patroli.
Mimo wybrania mniej uczęszczanej drogi nie doszedłem do celu. Tuż za golęcińskimi zabudowaniami powitały mnie wywieszone tabliczki z napisami, że wstęp surowo i policyjnie wzbroniony. Tym razem nie tylko Polakom, ale wszystkim, bez wyjątku. Przypomniałem sobie, że napisy zakazujące wstępu Polakom, które gęsto rozwieszono w mieście, nie zawierały groźnego słowa „policyjnie”. Tutaj podkreślano jeszcze mocniej obowiązujący zakaz. Postanowiłem więc poszukać w Golęcińskim Lasku odpowiednie zaciszne miejsce i nie iść już dalej. Golęcin nie należał do mojego gazeciarskiego rewiru, dlatego nie mogłem przewidzieć, że na jego leśnych rogatkach umieszczono tablice zakazujące wejścia. Nie chciałem oddalać się zbyt daleko. Włażenie gdzie nie każą, pociągało za sobą i tak duże ryzyko. Tabliczki zabraniały wejścia do lasku – liczyłem jednak na to, że w razie wpadki łatwiej wyłgam się pozostając tutaj, opodal miasta.
Uszedłem jednak spory kawał szukając odpowiedniego miejsca. Ułożyłem się wygodnie pod drzewem, wśród sporych zarośli. Drzewa oglądane na leżąco wzbudzają dziwne skojarzenia. Ich lekkie kołysanie uzależniałem od mojego wzroku. Poruszane przez wiatr wierzchołki drzew prowadziłem oczami, próbując znaleźć odpowiedni takt melodii. Po chwili zabawa ta znudziła mi się. Wypoczywanie należy do nudnych zajęć. Jestem przecież tutaj już dobry kwadrans, leżę całkiem spokojnie, a nie wyczuwam żadnej specjalnej zmiany. Owszem, do bezczynności na zielonej trawie można się chyba przyzwyczaić, ale inaczej wyobrażałem sobie mój kontakt z przyrodą. Na filmach, jak wypoczywali, to było na co popatrzeć, a tu, duszno, parno, od much nie można się opędzić i jakiś dziwny smród zalatywał przy najmniejszym nawet podmuchu wiatru. „Co też tu tak śmierdzi?” – medytowałem.
Próbowałem podczołgać się bliżej miejsca z którego jak mi się zdawało – dochodził mdlący fetor. Przychodziło mi to z trudem. Nie przyzwyczajony do obcowania z lasem nieudolnie rozsuwałem krzewy. Ruchy paraliżował mi strach. Ciekawość jest jednak w takich przypadkach zawsze silniejsza. Po chwili dotarłem do skraju znacznego urwiska i zamarłem, wystraszony gniewnym ujadaniem psów. „Zachciało się starej babie tortów – pomyślałem. Jeszcze mnie tu nakryją!”
Cofnąłem się nieco w inną stronę, próbując skrócić drogę do głównego traktu i zwiać. Wlazłem w obszerny zagajnik. Pachniało w nim różami. Wiatr ustał. Oddychałem świeżym powietrzem, pachnącym lasem. Zdawało mi się, że nigdy nie pachniało tu inaczej. Po pewnym czasie straciłem orientację, w którym kierunku właściwie powinienem iść. Chciałem jak najśpieszniej wrócić do miasta. Zaczynałem żałować, że tu przyszedłem. Z drugiej strony nie dawał mi spokoju ten duszący, smrodliwy zapach. Skąd on pochodzi?
Możliwie najciszej przedzierałem się przez krzewy, sądząc, że idę w kierunku miasta, gdy wraz z silnym podmuchem wiatru paskudne powietrze runęło na mnie jak zaraza! Zaczęły krążyć wokół mnie ogromne ilości much i ten nieznośny, drażniący boleśnie nozdrza zapach! Stałem na skraju dużej polany, opodal rozkopanego, sporych rozmiarów dołu, a raczej rowu, w którym na płytkim dnie spoczywały różnej wielkości człekokształtne postacie. Widok był przeraźliwy! Trupy leżały w bezładzie, skąpo opryskane wapnem. Z przerażenia i trwogi wlazłem jak można najszybciej w pobliskie, gęste zarośla. Dygotałem ze strachu. Albo ich tu zamierzają zakopać, albo rozkopano grób i zwłoki zostaną usunięte. Te małe, to na pewno dzieci. Dlaczego trupy te leżą w takim bezładzie? Nie mieścił się dotąd w mej głowie tak potworny widok. Ludzie straszne rzeczy opowiadali o mękach żydowskich więźniów, zatrudnionych przy budowie sztucznego jeziora. Gdzieś w pobliżu znajdował się też obóz jeńców wojennych. Dokładniej jednak nikt nic nie wiedział. Zresztą wszyscyśmy przywykli do takiego stanu rzeczy. Ciągle przecież kogoś aresztowano, ciągle zabierano ludzi – z ulicy, z domu, z pracy…
Trupy widywałem nie jeden raz; zawsze jednak dostojne, ułożone w trumnie, z kwiatami, na białej poduszce, w ubraniu jak do ślubu i ładnie zawiązanym krawatem. A tu leżą jak jakiś śmieć. Bałem się wyjrzeć z krzaków. Chciałem głośno wrzeszczeć i wołać na pomoc matkę i innych dobrych ludzi. Strach dusił mi gardło. Usiadłem w kucki, trzymając kurczowo torbę z gazetami. Jak najszybciej uciekać! Bałem się jednak ruszyć z miejsca! Przecież na pewno w pobliżu znajdowali się Niemcy.
Długo jeszcze siedziałbym w krzakach, porażony bezradnym strachem, gdyby nie zbliżające się ponownie odgłosy psiego szczekania. Wytknąłem ostrożnie głowę z zarośli. Był najwyższy czas. Po drugiej stronie stało trzech esesmanów, trzymających krótko na uwięzi dławiące się ujadaniem duże wilczury. „Przecież oni mnie teraz zabiją i nikt mi już nie pomoże” – krążyło nieustannie po mojej głowie.
Psy stawały na tylnych łapach, prąc wyraźnie w moim kierunku. A może nęcił je rozkopany grób? Z przeciwległej strony dochodził śmiech i ostre nawoływania. Bardziej wyczułem, aniżeli zrozumiałem, że chcą je uciszyć. Na chwilę zapanował spokój. Esesmani zapalili papierosy i oglądali swoje buty, gestykulowali zawzięcie.
Strach ogarnął mnie całkowicie. Szybko, jak tylko mogłem, przywołałem w pamięci słowa psalmu, który nauczyła mnie matka, twierdząc, że pomaga na wszelką okoliczność. Zacząłem spiesznie, by tym skuteczniej oddalić grożące niebezpieczeństwo, szeptać jak zaklęcie dziwną modlitwę. Gdy doszedłem do słów: „…będziesz bezpiecznie po żmijach zjadliwych i po padalcach deptał niecierpliwych…” – esesmani ruszyli powoli w moim kierunku. Porwałem się do ucieczki…
Już na ulicach miasta ochłonąłem z przerażenia. Mimo wszystko cieszyłem się. Cieszyłem się, że żyję. Nie chciałem już więcej wolnego dnia.
Źródło: A. A. Łuczak, „Głodny”, Poznań 1974, s. 164-168.


